środa, 9 kwietnia 2014

ODEJŚCIE W NIEBYT

 CHRISTOPHERA HITCHENSA

    Zainteresował mnie problem poruszany w poniższym tekście. Uważam, że Sławomir Majewski w sposób przekonujący "daje odpór" światopogladowi i postawie życiowej Christophera Hitchensa - laika i komunisty - jak sądzę, człowieka nieszczęśliwego i przerażonego koszmarna wizją zbliżającej się śmierci.
   Podzielam pogląd autora - wolę być "naiwnie" wierząca niż "naukowo" ateistyczna. Wszyscy w wiemy, iż żadna nauka nie może dać w tej materii żadnej autorytatywnej odpowiedzi. Profesor Tadeusz Kotarbinski, znany etyk i filozof deklarujący ateizm, wyznał otwarcie "Im większa wiedza, tym większa wiara". Byłoby mi miło, gdyby Goście mojego bloga zechcieli się podzielić uwagami.
ev 


_______________________



„Zawsze był pan zagorzałym głosicielem teorii, według której po odcięciu głowy życie człowieka się urywa, człowiek zamienia się w popiół i odchodzi w niebyt. (...) Zresztą wszystkie teorie są siebie warte. Jest między nimi i taka, która głosi, że każdemu będzie dane to, w co wierzy. Niech się zatem tak stanie. Pan odchodzi w niebyt, a ja, wznosząc toast za istnienie, z radością spełnię ten kielich, w który pan się przekształci.”


Michał Bułhakow; „Mistrz i Małgorzata”


Christopher Eric Hitchens przyszedł na ten padół 13 kwietnia 1949 roku w Portsmouth w Wielkiej Brytanii. Z zawodu lewicujący dziennikarz, pisarz i literacki krytyk, od 2007 roku obywatel Zjednoczonego Królestwa i USA. Mieszkając w Waszyngtonie pędził żywot człowieka wolnego od większych problemów aż do 30 czerwca 2010 roku, kiedy zdiagnozowano u niego złośliwy nowotwór przełyku i rozległe przerzuty do płuc i węzłów chłonnych. Nie ukrywał swojego stanu, pisząc i rozmawiając o nim publicznie.

„(...) Hitchens niczego nie ukrywa. Niczego nie przemilcza, nie odpycha, nie wypiera ze świadomości. Ani postępującej dewastacji ciała, ani psychicznych i fizycznych męczarni, jakie przynosi choroba i kolejne chemioterapie, ani tego, że nie będzie żadnego happy-endu. Staje przed kamerą: wyłysiały, wyniszczony, zmaltretowany. I mówi. Bez hipokryzji, bez owijania w bawełnę, bez cudacznych eufemizmów. Mówi o cierpieniu, bezradności i jednej wielkiej niewiadomej, jaką jest śmierć. O akceptacji. I o nieuchronności końca, która każdej sekundzie nadaje nieprawdopodobnie intensywny, niepowtarzalny smak. (…) 1


Nałogowy palacz, niepohamowany birbant i hedonista nie żałował stylu życia, jaki prowadził. Lecz to nie ów styl wprowadził go do historii, tylko wojujący ateizm, bowiem Hitchens słynął głównie z prowokacyjnych, antyreligijnych publikacji. Popełnił dzieło pod znamiennym acz zwodniczym tytułem "Misjonarska Miłość. Matka Teresa w Teorii i w Praktyce" 2 założonym a priori jako krytyka jej działalności a później kolejne, będące polemiką z religią i wiarą jako takimi, wymownie zatytułowane ''Bóg Nie Jest Wielki'' 3 . 

''Niezrównany krytyk, mistrz retoryki, kpiarz i nieustraszony miłośnik życia" jak napisano o nim w "Vanity Fair", zmarł w hospicjum w Houston dnia 15 grudnia 2011 roku. Przyczyną zgonu był rak i powikłane zapalenie płuc.

„(...) Nie wiem nic o śmierci” – mówi Hitchens. – Ale nikt nie wie o niej więcej ode mnie. Ani papież, ani dalajlama, ani ty. Nie dlatego, że jestem jakimś mędrcem albo że choroba obdarzyła mnie szczególnym wglądem. Po prostu żaden z nas... żaden człowiek nie ma o niej zielonego pojęcia (…)” 1

 Czy kiedy pierwszy raz usłyszał diagnozę rozumiejąc, że nie ujdzie śmierci, zadał sobie słynne pod każdą szerokością geograficzną pytanie, które zadają sobie ludzie stając twarzą w twarz z rakiem-zabójcą?
- Boże, dlaczego właśnie ja?
Nie wątpię, gdyż był człowiekiem. A czy odpowiedź była dana mu? Bardzo być może, albowiem Christopher Eric Hitchens bezustannie podrzynał gardło Panu Bogu, który w jego mniemaniu nie istniał.

Wyznam, iż do eseju na temat Hitchensa zbierałem się od lat. Podobnie, jak od lat zbierałem się do wyłożenia swoich przemyśleń a propos ateistów wszem i wobec wykrzykujących swoją niewiarę. Tych Savonaroli a rebours, żyjących z rozpalania antyreligijnych stosów by upiec na nich sławę, pieniądze i osobiste kompleksy. Ben Akiba powiadał, że wszystko już było. Bo było. Hitchens nie był pierwszym ani ostatnim z oceanu ateuszy, którzy nieproszeni za wszelką cenę pragną przekonać deistów, iż żadnych bogów nie ma, nie było i nigdy nie będzie. I że każdy wierzący jest głupcem. 

Podobnie rzekł mi z fanatycznym błyskiem w oczach pewien warszawski poeta-tramwajarz. Opuściłem jego dom, którego okna wychodziły na Bazar Różyckiego, choć żal mi było wódeczki i korniszonów w wielkiej obfitości zalegającej stoły. Lecz czy mogłem ścierpieć obelgę rzuconą mojej inteligencji i zasadom staropolskiej gościnności? Dobrze po drugiej nad ranem szedłem ulicą Targówek, nie zważając na żuli pochrząkujących w mrocznych bramach, wierząc w opiekuńcze Coś chroniące mnie ode Złego. Czy gospodarz owej biesiady był li tylko prostackim chamem? A skąd, nie tylko. Podobnie jak Hitchens był kolejnym Savonarolą a rebours, który stanął na mojej drodze. I z pewnością nie ostatnim.

Przed wielu laty w powieści „Klucze Piotrowe” autorstwa Rogera Peyrefitte znalazłem wspaniały dialog. Oto stary kardynał zapytany przez młodego księdza, jak mogą być prawdziwe i „działać” relikwie tak wielkich ilości szczątków krzyża świętego, iż wystarczyłoby ich na całkiem spory las, odpowiedział
- To nieważne, mój synu. Ważne, że to działa.
Tak, Kochani, TO działa! A działa, ponieważ nasycone jest wiarą i nadzieją. Jestem w tej komfortowej sytuacji, iż nie będąc teologiem mogę wyrażać przekonania naiwne, niesłuszne a nawet ocierające się o herezję. Uważam bowiem, iż Bóg to zbiorowy Duch ludzkości. Duch tego, co w niej najpiękniejsze i najszlachetniejsze. Uważam że Bóg to my i kwintesencja najlepszego w nas, bo z nas. I jeszcze, że jeśli sami odrzemy się z wiary, to nie pozostanie w nas nic z boskiego ni ludzkiego pierwiastka. Powrócimy do mrocznych jaskiń, z których Duch wyprowadził nas na Światłość.



W "Misjonarska Miłość. Matka Teresa w Teorii i w Praktyce" towarzysz Hitchens napisał


(...) ”Sukces Matki Teresy to tysiączny przykład eksploatacji prostych i pokornych przez przebiegłych i zdeterminowanych graczy. Edward Gibbon zauważył kiedyś, wypowiadając się na temat kultów uprawianych na obszarze imperium rzymskiego, że zwykli ludzie uważali je wszystkie za równie prawdziwe, filozofowie za równie fałszywe, a urzędnicy - za równie użyteczne.
Matka Teresa odwoływała się do wszystkich trzech punktów widzenia na raz, rozmyślnie zamazując różnicę między sferą sacrum i profanum, by już nie wspomnieć o wąskiej granicy między tym, co wysublimowane, a tym, co śmieszne i żałosne. Najwyższy już czas, by jej działalność poddać racjonalnej krytyce, od której z właściwą sobie arogancją uchylała się od tak dawna.” (...)

Pan Hitchens niczego nie zrozumiał. Nie zrozumiał, że działalność Matki Teresy polegała na opiekowaniu się nędznikami ponad wszystkim i bez względu na wszystko a nie na rozliczaniu krwiożerczych systemów. Do śmierci nie pojął, że właśnie on, Christopher Eric Hitchens, lewicujący intelektualista powołany został do rozliczania nieprawości tego świata. Miast tego stał się aktywnym trybikiem zwyrodniałego systemu, który go za to sowicie wynagradzał. Przyjmując na siebie rolę jednego z elementów zła, Hitchens sam stał się złem. Bo skoro wiara jest nadzieją, jak nazwać człowieka odbierającego ją innym bez żadnego powodu? 

http://fc00.deviantart.net/fs70/f/2013/063/3/d/master_and_margarita__the_gang_by_bigbad_red-d5wxksf.jpg

Mistrz i Małgorzata. Gang


To miał być długi esej... Lecz po cóż zaraz cały esej? Hitchens odszedł w niebyt, więc my wznieśmy toast za istnienie, spełniając z radością kielich, w który on się przekształcił.





Sławomir Majewski




BIBLIOGRAFIA

1. Tomasz Stawiszyński; „Śmierć przestała być tematem tabu"
 
http://m.newsweek.pl/opinie,coz--umieram,66832,1,1.html

2. Ch. Hitchens; „Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce” 

   (ang. The Missionary Position. Mother Teresa in Theory and Practice); wyd. polskie 2001

3.  Ch. Hitchens; „Bóg nie jest wielki” (ang. God is not great); wyd. polskie 2007




.




ANNA NOWIŃSKA




Koro,  córko Demeter...


Co wstępujesz na ziemię rozświetloną słońcem 
na skrzydłach fiołkowych z  tajemnych podziemi, 
jaki wstyd kryjesz w  fiolecie opuszczonych  oczu?
Płomień spojrzeń Hadesa, kiedy pieszcząc ciało 
młodocianej wiosny
w czeluściach scałowywał wonie ziemskiego poranka    
A Ty, Pani wiosny, omdlałaś z rozkoszy
rozsypując w ramionach mrocznego kochanka
swe fiołkowe  włosy...
 






















Wczoraj Pani podziemia,
dziś znów - Pani wiosny,
nieuchronna nadziejo, w wiosennym rozkwicie
rozsypując po łąkach fioletowe życie
poisz słodko nozdrza 
fiołkowym eliksirem wiosny


 ANNA NOWIŃSKA



 

______________

DRODZY PRZYJACIELE I ZNAJOMI!
Z UWAGI NA PROBLEMY Z  PISANIEM KOMENTARZY PRZEZ CZYTELNIKÓW BEZPOŚREDNIO NA BLOGU,
BĘDĘ JE PUBLIKOWAĆ POD POSTAMI ICH DOTYCZĄCYMI.

______________

ANNA NOWIŃSKA

Jestem wzruszona umieszczeniem na stronie mojego wiersza o Korze i dodanie jej pięknego   wizerunku. Kora była córką bogini Demeter, patronującej porom roku, urodzajowi, łąkom, polom, wodom i wszechwładcy Olimpu Zeusa, który obiecał jej rękę Hadesowi nie pytając matki o zgodę.

Kora beztrosko igrając na polach i łąkach z nimfami została porwana przez króla podziemnego królestwa, kiedy mimo przestróg matki, zrywała poświęcone Hadesowi kwiaty narcyza,, zachwycona ich pięknem i zapachem.

Zrozpaczona matka pogrążyła się w żałobie, którą przekazała polom, wodom, rzekom i plonom, co doprowadziło do głodu na ziemi. Zeus wzruszony losem głodujących ludzi, zgodził się na powrót Kory na ziemię ale zakochany Hades dając jej do spożycia pestkę granatu, związał ją ze sobą na  trzy zimowe miesiące; wówczas wegetacja na ziemi zamierała  a  Demeter rozpaczała. 

Kiedy Kora wraca na ziemię na dziewięć miesięcy (symbolicznych dla urodzaju, plonów i tworzenia się człowieka), czeka na nią rozpromieniona matka i mamy trzy ciepłe pory roku w  których Kora króluje wraz z Demeter na ziemi. 

Kora - Persefona jest boginią kiełkującego ziarna, podziemia a jej symbolem są narcyzy, granaty, maki i kłosy. Kora godzi się z prawami przyrody, porami roku; z ich  budzeniem się do życia, rodzeniem i umieraniem. Kora jest nadzieją zmartwychwstania wiosny.

Gdy przychodzi wiosna, w moim ogrodzie pierwsze zakwitają  fiołki rozplenione na  wielkich połaciach ogrodu - fioletowe płatki rosnące nisko przy ziemi na sercach liści, wydzielające słodki zapach,  są dla mnie są  symbolem budzącej się  do rozkwitu  wiosny .

.

Moje fascynacje Ciąg dalszy

 
 Centrum Kultury Żydowskiej. Kraków, ul. Meiselsa 17


W ostatnich dniach zaproszona, uczestniczyłam z Leszkiem Długoszem w spotkaniu w Centrum Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu. Leszek w świetnej formie, równie świetnie wyglądający w stalowym garniturze, promował swoją książkę Piwnica pod Baranami - ten szczęsny czas.

 


Byli na spotkaniu ludzie związani z Piwnicą artyści, bywalcy, konferansjerzy, w tym - krótko przed Piotrem Skrzyneckim pełniącym tę ważną funkcję - prof. Jerzy Vetulani. Leszek czytał fragmenty książki, dużo  czasu poświęcił osobie Janiny Garyckiej, która nie tylko jako filolog ale i artysta malarz i przyjaciółka Piotra Skrzyneckiego, miała duży wpływ na profil literacki i scenografię programów Piwnicy. 

 

Leszek czytał nie tylko piękny tekst który jest faktycznie poetycką  prozą, ale jako człowiek obdarzony talentem aktorskim, robił to w taki sposób, że odnosiliśmy wrażenie iż jesteśmy na spektaklu teatralnym. Spotkanie  prowadził Dyrektor Centrum Pan Joachim Rusek. 

Książka Leszka - praktycznie już nie do kupienia Po spotkaniu, do sprzedaży zaoferowano tylko dwa egzemplarze... Jednak spotkanie zostawiło wśród uczestniczących w nim uczucie niedosytu. Zabrakło klamry spinającej: Leszek  nie zaśpiewał i nic na fortepianie nie zagrał. 

 

Zawsze się zastanawiam, czy Leszek jest lepszym poetą czy muzykiem, śpiewakiem czy wykonawcą swoich nigdy nie przemijających, mądrych w treści, perfekcyjnie wykonanych pieśni. Kocham muzykę Chopina, szczególnie nokturny. Ile razy słucham gry na fortepianie Leszka Długosza, mam skojarzenia z muzyką Chopina. Może stąd u mnie takie zafascynowanie muzyką Leszka Długosza?
 
ev



_________________

DRODZY PRZYJACIELE I ZNAJOMI!
Z UWAGI NA PROBLEMY Z  PISANIEM KOMENTARZY PRZEZ CZYTELNIKÓW BEZPOŚREDNIO NA BLOGU,
BĘDĘ JE PUBLIKOWAĆ POD POSTAMI ICH DOTYCZĄCYMI
________________



SPOTKANIE Z LESZKIEM DŁUGOSZEM

Zachwyciłam się  spotkaniem z p.Leszkiem Długoszem, niezwykle merytorycznym i ciepłym .  Spotkanie upłynęło  pod znakiem wspomnień i niezwykłej wdzięczności wobec  wszystkich piwniczan  którzy przewinęli się  przez progi piwnicy  stwarzając  niesamowity świat twórczego rozpasania w poezji, muzyce, śpiewie , plastyce, żonglerce  słownej konferansjerów  niemającym swojego odpowiednika w powojennej Polsce. Tam jawiła się   młodość  i wolność  w twórczym poszukiwaniu  scenicznej i życiowej drogi wykonawców.  Wybrzmiał niesamowity fenomen swoistej triady krakowskiej sztuki  prezentowanej w tym samym czasie przez Piwnicę, Teatr Cricot Kantora i Teatr Stary Świnarskiego i Jarockiego.

W ustach p. Długosza oprócz wdzięczności i radości za cudowny czas  spędzony na scenie ze wspaniałymi artystami -  "Szczęsny  pod Baranami czas"  - jest  fascynacja kobietami - scenografkami z  piwnicy pp.Janiną  Garycką  i Krystyną Zachwatowicz  dzięki którym powstawały  wspaniałe dekoracje. Pani Janina Garycka w wypowiedziach jawiła się  jako matka chrzestna Piwnicy obok dobrego anioła-czarodzieja jakim był Piotr Skrzynecki. 
Po tym spotkaniu i odsłuchaniu płyty p. Długosza i przewertowaniu magicznej książki poczułam się  znów jak bym tam była a było to przecież przed trzydziestu laty. Zgiełk, tłum, dzwonek mistrza, opary dymu, trybuna, wstrząsający  Hymn. 

Przed moimi oczami znów przewinęli się Ci którzy są i Ci którzy już odeszli do krainy cienia ale przywołani magicznymi słowami p. Leszka Długosza powrócili wyraźnie do odnowionej pamięci. Można tylko wzdychać iż takie zjawisko jak Piwnica zdarza się niezwykle rzadko a my mieliśmy szczęście je poznać.

Pozdrawiam
Anna Nowińska 

_____________


08:10

Są Arcydzieła
Lecz Jest Szmira.
Są Perły
Bywa Chwila
Gdy Coś Chwyta Nas
Za Serce
Chce Się Wyć
Jak Kundel Za Umarłym Panem...
Zostaje Tylko Parę Zwrotek
Dwie Ballady
I Piosenka
Wiersz
Czyjaś Twarz
Jej Biel
Czyjś Szept
Skowyt Strun
Gdy Pęka Każda
Z Naszych Dusz
Na Pół...

Krzysztof Logan Tomaszewski

11.04.2014

/moje Wspominanie Piwnicy Gdy Miałem 16 Lat -53 Lata Temu/


. 



Potem

 LESZEK DŁUGOSZ

 


Jakiś czas jeszcze dogasamy
Roznoszą nas tu
Czyjeś języki
coraz bardziej obce
Pamięć bliska powierza nas
Dalszej
Coraz dalszej pamięci
Gruboziarnista
Wciąż mniej wyraźna odbitka
Funkcjonuje
  - Już ułożona
z naszego życia
Jakaś tu wersja ostateczna?

Z całości
Tych osiem minut na ekranie
Między  centralną  panoramą
A lokalną kroniką
Zdziwiłoby nas kiedyś wielce
  - Z bezmiaru cierpień
Z miłości bezgranicznej
Zgrabna opowiastka z magnetofonu
Tak . . z pół godziny
To nie aż nadto?
Nie przesadzajmy
Los nie każdemu
podaruje prezent
Taki pośmiertny
Świat - ta maszyna do pisania

Wyselekcjonuje fakty, dobierze fikcję
W miarę potrzeby ustali poetykę
Spisze nas lepiej i skuteczniej
Niż byśmy sami zdołali się wymyślić

Wszystko tu  czasem z nas się ułoży
W miarę  nie naszych potrzeb
NIC - od początku z naszej strony
  - Sprostowań, komentarzy NIE BĘDZIE.
nie



 .

sobota, 5 kwietnia 2014

Moje fascynacje



W ostatnim czasie miałam okazję poznać ciekawą malarkę, Danutę Majewską malującą nowocześnie ale z jednoczesnym mistrzostwem malarzy jak np. Mantegna, Rembrandt, Caravaggio, Cranach Starszy i inni. Na dowód przedstawiam fotografie kilku prac, którymi się zachwyciłam














Oczywiście, tworzy także prace nie tylko religijne - ma wiele całkowicie współczesnych,  w tym portrety i grafiki. Jej malarstwo polecam wszystkim wrażliwym na sztukę i piękno!
Zainteresowanym podaję link do strony Malarki
 ev

.


WALKA DOBRA ZE ZŁEM


Obraz Danuty Majewskiej 

"STWORZENIE"



Historia świata i ludzkości to historia wojen. Bellum omnium contra ones. Taki jest też świat zwierząt i roślin. Ale korona stworzenia – Człowiek, jest najdoskonalszym z zabójców i... altruistów zarazem.
Gdy szóstego dnia Bóg tchnął w proch iskrę Życia - obudził Człowieka. Wraz z ludzkością, na Ziemi pojawiło się Zło. Bo nie jest tak, że Wąż skryty wśród liści Drzewa był Złem, nie. Nim spożyto pierwsze Jabłko, Szatan był bezsilny i dopiero po złamaniu Boskiego nakazu Zło przebudzone okazało swą moc.



STWORZENIE CZŁOWIEKA
akryle na płótnie, 70 x 50

Danuta Majewska ukazuje właśnie ten moment stworzenia, który – poza Adamem - budzi Demony. Owa surrealistyczna kompozycja, czerpiąca ze słynnego fresku w Sykstynce chwilę Dnia Szóstego, oddaje wściekłość Demonów, łagodną radość Aniołów i niewzruszoną pewność Najwyższego, co do aktu stworzenia.
Bóg wie, że Adam i Ewa złamią jego zakaz. Bóg wie, że wygna ich z Raju. Wszak nie byłby Bogiem, gdyby nie wiedział. Wie też, że Demony razem z Człowiekiem rozpełzną się po świecie, żywiąc się jego grzechami z których najpotworniejszym jest wojna. Lecz mimo tego Bóg nie unicestwia Adama ni Ewy. Dając im wolną wolę ufa, że Człowiek rozezna pomiędzy Dobrem a Złem i dokona właściwego wyboru...
Nie mam takiej pewności ale mam wiarę. Jeśli Bóg zawierzył Człowiekowi, jakże ja mam nie ufać?




DETAL 1



DETAL 1I



DETAL 1II

.

TO, CO ZOSTAJE...

 LESZEK DŁUGOSZ

-Klepsydra czasem
Na murze długo targana
(Klej widać ponad miarę serdeczny?)

Przy domofonie nazwisko
dalej zamieszkałe
Pozycja w księgach
w księgach wieczystych
Wspomnienia wspomnienia
na Berdyczów listy
To co zostaje -

J e s z c z e  czyli jak dawniej
-Kto wie do końca i tak może?
Mój dialog z Tobą w myślach
Albo głośny
po pustej kiedy idę drodze

To o zostaje -
To co zostaje -
I tak -Widzialni
Z Niewidzialnymi
Z Niewidocznymi
Niezłączeni wiąż
Przechodnie
Cienie poszeptujące z sobą
IDZIEMY
Oby tego pewni ?
-Kto z nas prowadzi-
Kto odprowadza kogo?



No cóż, możemy tylko westchnąć: jak szybko, różnie i okrutnie kurczy i ucieka dany nam CZAS. Choćby nasze życie trwało 1000 lat, i tak w momencie śmierci zdamy sobie sprawę z jego krótkości i szybkiej przemijalności. 

Jak pisał Seneka "życie zawsze skurczy się do skrajnej cieśni". Seneka dawał nam radę - "Z szybkim upływem czasu należy walczyć PRĘDKIM korzystaniem z niego, spiesznie czerpać niby z rwącego potoku, który - NIE BĘDZIE  PŁYNĄŁ WIECZNIE!"

Jakież to jest mądre i na dziś do zastosowania...


ev

-