wtorek, 2 grudnia 2014

Mozart's Requiem Mass in D Minor I - Introitus and Kyrie

Mozart - Requiem

Rozmowa z Ziemią .-Jan Strządała.

Dotykam ziemi
bosą stopą
nie czuję gdzie 
się zaczyna
kołysze się

Jest lekka i skupiona
mówi szeptem

Muszę uklęknąć
zbliżam twarz do jej ust
rozmawia znajomym językiem 
z moim ciałem 

Ziemia jest samotna 
boi się  ciemności
jak dziecko
trzyma się kurczowo 
sukni słońca

Ziemia jest bezsenną kroplą 
spadającą 
na kamienne Niebo
od środka

Ziemia jest pamięcią
przestrzeni
zakrzywioną 
w materię
błąd tkwi
w czasie
Tylko on karmi się śmiercią .


Lubię tę filozofię poety zawartą w jego wierszach.-"Tylko czas karmi się śmiercią". . .Szkoda ,że nieśmiertelność zyskujemy dopiero po śmierci .Żaden nawet najdoskonalszy rozum  ludzki nie wymyśli , czy śmierć otwiera  wrota do nowego życia . Dlaczego Pan Bóg skoro wymyślił tak piękny świat , w najtrudniejszej chwili życia pozostawia nas w takiej niepewności.  Przecież wie ,jak trudno zostawiać  tutaj to wszystko ,bez  czego jak wydaje się nam często  nie możemy się obyć.  Już starożytni filozofowie którzy żyli przed narodzeniem Chrystusa próbowali śmierć oswoić. .Epikur pocieszał , że  zło najstraszliwsze jakim jest śmierć, nie dotyka nas wcale, bo póki my jesteśmy ,nie ma śmierci , a kiedy jest śmierć ,nie ma nas.Seneka który urodził się przed  Chrystusem , w swoich pismach wielokrotnie przywoływał Boga, mówiąc o Nim ,że Bóg hartuje , bada, ćwiczy  tych których kocha.Zachęcał  do dbałości o spokój duszy, kierowanie się sumieniem,szlachetnością.Nie bądźmy dla nikogo postrachem -pisał,gardźmy stratami, krzywdami ,obelgami . Znośmy to wielkodusznie , ani się obejrzysz ,ani obrócisz -a już nadchodzi śmierć -pisał.
Jezus Chrystus na pewno nie miał kontaktu z pismami Seneki  a mimo to ich nauki są zbieżne w wielu miejscach.Św.Jan Paweł II pisał -jeżeli człowiek jest problemem -to Chrystus jest odpowiedzią.Sam Chrystus powiedział -Ja jestem drogą ,prawdą i życiem.Od siebie dodam ,że nie jest to droga trudna czy uciążliwa ,a może być piękna , dobra i prawdziwa.Tego się trzymajmy .ev









poniedziałek, 1 grudnia 2014

Jasność drzew .Jan Strządała

Pozwoliłeś mi widzieć w drzewie to
czego na pierwszy rzut oka
nie widziałem tak wyraźnie .
Kiedy zatrzymałem się pod dębem 
niebo właśnie wyrosło w taką niebieskość
że palczaste liście stały się jeszcze bardziej
zielone.
Można było dostrzec jak oddychają głęboko
Słońce właśnie umknęło spod białej chmury
Wiedziałem,że oglądasz to ze mną
mojej duszy pozwoliłeś wychylić się 
z chmury ciała.
Słyszałem Ciebie
było już po piętnastym maja
więc mogłeś być śpiewem słowika
Moja matka mówiła ,że do Krzemionki
[to taka góra
z dzieciństwa]słowik  przychodził zawsze
piętnastego maja .
Wracając do drzew
myślę ,że są to Twoi aniołowie ziemscy
Zawsze kiedy spotykam drzewa
kiedy wśród nich biegnę
albo jestem
Zawsze wtedy czuję się bezpieczny
-napełniają mnie pokojem.
Wtedy wiem ,że jesteś blisko
czuję Twoją obecność 
Pozwól mi odrzucić cień
Ty wiesz,że ten  cień nie jest  ciałem
jest  ciężarem wbitym w moje myśli
Zatrzymuję się pod drzewami i nie potrafię zebrać myśli
są zbyt  ciężkie
biegną przez piaski 
Nie splatają się w jeden pień
Jestem tak blisko drzewa i tak daleko jednocześnie
przez chwilę dotknąłem Twoich myśli
Stały w polu z rozłożonymi gałęziami 
oddychały nieskończonością .
Była w nich miłość powietrza i światła
Była w nich pokora  wszechmocy
Jasność istnienia .


Piękna poezja Jana Strządały i piękne malarstwo Stanisława Mazusia wiele łączy . Oboje są znakomici w swojej twórczości ,wyjątkowi w swojej wrażliwości i duchowości .ev

Stanisław Mazuś "W obronie piękna - malarstwo"

Leszek Długosz - "Ty mnie prowadź ścieżko mała ..." - Poezja Śpiewana

Mleczna droga .Jan Strządała.

Życie 
to żywa kolorowa dolina
pełna śpiewu ptaków
modlącego się słońca w liściach
i przebudzonego strumienia
Rodząc się 
zaczynamy schodzi do niej
z Góry białego gęstego milczenia
gęstego szkła
matowej ciepłej mgły
Z miejsca urodzenia 
nie widzimy nic
Mleczna Droga.


Leszek Długosz

Leszek Długosz

WIERSZE SŁAWOMIRA

MAJEWSKIEGO




.

TESTAMENT

RÓŻEWICZA


 
 
chodzi tylko o kolejność


Bóg stworzył człowieka
na obraz i podobieństwo swoje

kolejność jest była inna

to człowiek stworzył Boga
na podobieństwo swoje

a potem kiedy już
nie mógł znieść obecności
boga – wymazał go
ze swego życia

i cierpi bo to był
jego twór najwyższy


9 października 2014 roku Tadeusz Różewicz obchodziłby swoje 93 urodziny. Jednak kilka miesięcy wcześniej, 24 kwietnia, odszedł niespodziewanie. Jeszcze w przeddzień, w pogodny wiosenny wieczór usiadł w ogrodzie z żoną, Wiesławą, gdzie napawali się widokiem kwitnącej wiśni. Mimo sędziwego wieku był w dobrej formie, przyjmował wizyty, odbierał telefony, pisał. Następnego ranka, jak może sam by to ujął - gdzieś zapodziało mu się życie...

Pozostawił krótki testament, zagadkę, która frapuje przynajmniej niektórych jego przyjaciół. Przecież ten wielki pisarz, autor tomów poezji, dramatów i prozy tworzonych na przestrzeni zgoła ośmiu dekad już na początku swej drogi wyznał utratę wiary w Boga. Jeszcze niedawno powiedział: „Nigdzie mi się nie śpieszy, bo nie ma do czego.” A jednak w swojej „Ostatniej woli i prośbie”, spisanej ręcznie nieomylnym charakterem pisma, datowanej „Karpacz, 5.III.2003”, poprosił o ekumeniczny pochówek:

„jest moim pragnieniem, aby urna z moimi prochami została pogrzebana na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy kościele Wang w Karpaczu Górnym.

Proszę też miejscowego pastora, aby wspólnie z księdzem kościoła Rzymsko-katolickiego (którego jestem członkiem przez chrzest św. i bierzmowanie) odmówił odpowiednie modlitwy. Pragnę być pochowany w ziemi, która stała się bliska mojemu sercu, tak jak ziemia gdzie się urodziłem. Może przyczyni się to do dobrego współżycia tych dwóch – rozdzielonych wyznań i zbliży do siebie kultury i narody, które żyły i żyją na tych ziemiach. Może spełni się marzenie poety, który przepowiadał, że ‘Wszyscy ludzie będą braćmi’. Amen.” I podpis: „Tadeusz Różewicz (urodzony dn. 9.X.1921r w Radomsku)”

Dokument ten był przez lata przechowywany, a następnie odczytany na pogrzebie, przez Zbigniewa Kulika, Dyrektora Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu. Był on wieloletnim towarzyszem i fotografem poety podczas wędrówek po Karkonoszach. Do Karpacza zaś zachęciła Różewicza w roku 1991 znawczyni jego twórczości, Maria Dębicz, odwiedzając z nim Muzeum Zabawek Henryka Tomaszewskiego, twórcy Wrocławskiego Teatru Pantomimy.

Stało się zgodnie z wolą pisarza. Arcybiskup opolski Alfons Nossol, w kaplicy cmentarnej na Kiełczowie we Wrocławiu, odprawił mszę pogrzebową. Omówił proces utraty wiary w poezji Różewicza, który – paradoksalnie – stanowi jednocześnie jej religijny wymiar (pełny tekst homilii jest dostępny w internecie). Przypomniał, że „’Nie wierzę’ Różewicza to nie tylko rezultat traumatycznych przeżyć czasów pogardy i zagłady. Śladów Boga i szyfrów transcendencji nie odnajduje on także we współczesnym świecie”, i dalej, że „Narodziny i śmierć Boga, posiadanie i utrata wiary są największym wydarzeniem w życiu człowieka”.

Z kolei ksiądz proboszcz Edwin Pech podczas nabożeństwa żałobnego w Kościele Wang podkreślił, że kościół ten znajduje się na szlaku turystycznym, gdzie rocznie przybywa około dwustu tysięcy turystów. Przytoczył fragment z ewangelii św. Łukasza o wędrówce do Emaus, podczas której uczniowie nie rozpoznają idącego wśród nich Chrystusa. Ks. Pech opowiedział o tym, jak Pan Tadeusz (tak nazywali Tadeusza Różewicza bliscy mu ludzie) w wieku lat 75 zakochał się w ziemi karkonoskiej, jak często spacerował obok kościoła Wang i zamyślał się przy grobie swego przyjaciela, Henryka Tomaszewskiego. Powiedział: „Poeta na nowo zaczął ‘uczyć się chodzić’, rozpoczął chodzenie z Bogiem, gdy był już w sędziwym wieku. Przewodnikiem na tej drodze był dla niego pastor Dietrich Bonhoeffer, stracony we Flossenburgu w kwietniu 1945 roku za udział w spisku na życie Adolfa Hitlera. Chrześcijaństwo nie powinno charakteryzować się wyłącznie wyznawaniem wiary, lecz naśladowaniem Chrystusa. [...] Na lekcjach chodzenia prowadzonych przez poetę Tadeusza Różewicza i pastora Dietricha Bonhoeffera uczymy się szacunku dla innych, godnego życia na bezbożnym świecie. Nie mamy też liczyć na karę lub nagrodę. Doświadczyć mamy tego, że życie bez Boga jest możliwe, ale też tego, że życie bez Boga jest niemożliwe.”

Być może kluczem do zrozumienia decyzji Różewicza o tym, jak chce być pochowany jest data jego „Ostatniej woli i prośby” – wiosna roku 2003, a więc czas podpisania traktatu ateńskiego, który przypieczętował akcesję Polski do Unii. Przecież słowa „Wszyscy ludzie będą braćmi” to cytat z „Ody do radości” Fryderyka Schillera, do której po latach Beethoven skomponował muzykę – tworząc IX Symfonię. Słynna finałowa kantata stała się hymnem Unii Europejskiej. A więc być może ostatnia wola poety to akt polityczny raczej niż religijny, wyrażający idealistyczną wiarę i nadzieję w braterstwo między narodami, o które Różewicz przez całe życie zabiegał w wymiarze kulturowym a także osobistym. Jego twórczość była i jest szczególnie dobrze znana w Niemczech i przyczyniła się do zmiany wzajemnie stereotypowego i urazowego postrzegania przez siebie obu krajów.

Kamil Różewicz, syn poety potwierdził, że Ojciec był znawcą Biblii, że zawsze miał ją przy sobie w podróży, a fascynowała go postać Chrystusa-Człowieka. W rozmowie o ostatnich dniach jego życia, Kamil powiedział, że Ojciec do końca śledził wydarzenia w kraju i na świecie. Oglądał telewizję, słuchał wiadomości, na które też często się zżymał. Wśród jego ostatnich lektur były „Kroniki” Bolesława Prusa, w których szukał wskazówek do odpowiedzi na współczesne problemy.

Grób Tadeusza Różewicza jest położony w pięknym miejscu, z widokiem na Śnieżkę, przy kamiennym szlaku wiodącym do schroniska górskiego ‘Samotnia’. Poeta chętnie je odwiedzał. Przechodniu, jeśli zawitasz w te strony, nie będziesz zawiedziony.
 
 
Barbara Bogoczek