środa, 17 czerwca 2015

Wernisaż portretu Pani Ewy Setkowicz



Danuta Gładyś-Majewska
akryle na płótnie. 100 x 70 cm


WERNISAŻ W DOMU MODELKI 

Wernisaż portretu zaszczycił Mistrz LESZEK DŁUGOSZ


środa, 3 czerwca 2015

Piosenka późnego wnuka

Adam Waga


źle, źle u nas wciąż idzie
mój kochany Norwidzie
Wyśpiewałeś w swych Piosnkach
co cię nęka i troska

Słałeś z miejsca wygnania
swoje czułe wyznania
swoje smutki ,gorycze
i tęsknoty zwodnicze.
Dziś nie zrobiłbyś tego
bo nie miałbyś do czego
wzdychać i za czym płakać
twa ojczyzna nie taka,
jak ją wtedy widziałeś
i w marzeniach kochałeś

U nas chleb nigdy bardziej
Nie był w większej pogardzie
niż dziś;wala się śmieciem
po naszym biednym świecie
Dziś zamiast" Pochwalony"
"siema" kłapią salony
Nasza mowa fałszywa,
swoje myśli ukrywa.
Każde "nie"ma sto znaczeń
Każde "tak"również kłamie
nosi oszustwa znamię., ,

Brakuje nam powagi
kpimy z orła i flagi
także hymn narodowy
staje się 'obciachowy"
Nawet hejnał z Krakowa
dało się zmasakrować,
Nie umiemy się rządzić
nie potrafimy sądzić,
kraj nasz robi się marny
obolały niezdarny
sam ze sobą się wadzi
do zguby się prowadzi

źle,źle ciągle nam idzie
Mój Kochany Norwidzie

Polska-olbrzym twych Marzeń
dziś nam się jawi -jako karzeł.


I znów zostały zmarnowane dokonania naszych ojców i dziadków ,znów Polska aby istnieć, musi przeprowadzić kapitalny remont gospodarki , finansów,musi  odzyskać majątek narodowy,  w sposób rabunkowy wyprzedany inwestorom zagranicznym.Musi też odzyskać miliony młodych Polaków którzy w ostatnich latach , nie widząc tu żadnych szans dla siebie ,Polskę opuścili. Musi zacząć spłacać długi obecnej władzy.Wszystko jest zniszczone ,na tym polegała ewolucja ekonomiczna Balcerowicza , który znów pchając się do polityki ,chcę  Polskę dobić ,Aby tak się stało, .należało wyprać mózgi części naiwnych Polaków ,albo związać z władzą - interesami , miejscami pracy, kontraktami, przetargami, itd. System zamiatania, czyli bezkarności za afery  różnych aferzystów. ta władza opanowała do perfekcji.Dalej rządząc, być może marnują ostatnie szanse Polski na ratunek .Zmarnowali większość dotacji Unijnych.Nie zrealizowano za te pieniądze żadnych większych inwestycji,osłabiono bezpieczeństwo Polski.Wybory do sejmu jesienią  b.r. w tej sytuacji, to jest już bój o wszystko.Bój o szanse rozwojowe Polski i o przyszłość polskiej demokracji. Jeżeli wygra obecna władza to będzie autokracja i całkowita bezradność Polaków skazanych na klęskę Polski jako Państwa. Wygrana Prezydentura  A. Dudy daje nam szanse na odbicie się od dna. 

ev.


wtorek, 2 czerwca 2015

Andrzej Walter



Znany człowiek i mo(rz)że

Celebryt albo celebryta, rodzaj żeński celebrytka – termin odnoszący się do osoby często występującej w środkach masowego przekazu i wzbudzającej ich zainteresowanie, bez względu na pełniony przez niego (nią) zawód. Zgodnie z definicją sformułowaną przez Daniela Boorstina w 1961 roku celebryt to osoba znana z tego, że … jest znana. Ze względu na możliwość szerokiego oddziaływania społecznego celebryci wykorzystywani są w działaniach reklamowych.
Tyle w miarę zwięzła definicja … o znanych, że są znani. I co w związku z tym? Andy Warhol powiedział już w 1968 roku, że w przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut. Owo „15 minut sławy” weszło do kanonu pojęć jako synonim nietrwałej i ulotnej uwagi mediów i ich odbiorców. Całokształt treści z tym związanej, dotyczy szeroko pojętego przemysłu rozrywkowego. Najgorsze kiedy ów przemysł zastępuje ludziom: realne życie i prawdziwe relacje z drugim człowiekiem oraz wchodzi przez to do sfery autorytatywnej mentalności. Wtedy zaczyna być strasznie choć początkowo wygląda na to, że jest tylko dziwnie.
Czy nie w takim świecie zaczęliśmy egzystować?
Pytanie wydaje się być łatwe do ogarnięcia, gdyż można na nie odpowiedzieć tak: kto chce, w takim świecie egzystuje, kto nie chce – nie musi. Czy aby jednak na pewno? Czy nie dotyka nas wręcz zaraza celebrytyzmu pojawiająca się w sposób od nas niezależny - a potem zacząwszy żyć własnym życiem, na innym torze świadomości społecznej, kiedy znany z tego, że jest znany przesuwa się w tej świadomości do rangi złotoustego „autorytetu” – zmienia w sposób podprogowy nasz sposób patrzenia na świat. Tak się dzieje, siłą bezwładu, z osobami zanurzonymi w tasiemcowe, serialowe brednie. Osoby te oddziaływają potem w środowiskach pracy i codzienności na inne osoby i tak rozprzestrzenia się ten łańcuszek mentalności ludzkiej zredukowany do naśladownictwa.
Oczywiście nie dotyczy to tylko seriali. Sposób prezentowania: wiadomości, prognoz pogody, reality show czy nawet kabaretu powoduje zidiocenie przyswajających tę papkę medialnego kiczu. Wielu z tych, którzy mniej oglądają telewizję, sięga z kolei po „Życia na gorąco” i inne tym podobne tytuły, których głównym celem jest niezdrowa sensacyjka bądź plotkarstwo posunięte poza granice zdrowego rozsądku. Choć o rozsądku tu w ogóle nie powinno być mowy. Słowem magiel się kręci, produkując i zastępy celebrytów. „The show must go on” jak śpiewał jeden z nieodżałowanych idoli muzyki pop. Zmarł godnie, jak na takiego idola przystało, na AIDS. Żył ostro. Carpe diem podniesione do kwadratu czyli „a kiedy przyjdzie smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek”… Przykład może mało wykwintny i w zasadzie z żalem to piszę, gdyż sam muzykę tworzoną przez tego pana lubię, aczkolwiek … żył jak żył, a my wszyscy o nim czytaliśmy. Przykład ten jest w zasadzie również nieadekwatny, gdyż dziś metodologia ogłupiania poszła o wiele dalej. Obniżyła pułapy z gwiazdy pop do gwiazd zza rogu ulicy. Do gwiazdek z sąsiedztwa. Słowem magiel zawędrował „pod strzechy”. Właściwie możemy zacząć … „od początku” i napisać ponownie, jak kiedyś pod lipą … też traumatycznie

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim
Moja droga Myślo, tym zniknieniem swoim.
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
Jednym niewinnym oglądaniem
tak wiele ubyło …

A gwiazdy, (czy) patrzą na nas? … Nie. To my patrzymy na (!) gwiazdy. Nie mylić z patrzeniem w gwiazdy! A właściwie co to za gwiazdy, na które patrzymy. Jedynie z nazwy – z afrontem dla gwiazd.

Tylko kto to dziś zrozumie i skojarzy? Ja zdaję sobie sprawę, że czytający te słowa na portalu pisarze.pl mogą się zdziwić, lecz intelektualiści, artyści, pisarze i poeci są niestety trochę oderwani od realnego świata występującego w tak zwanym zwykłym, szarym, codziennym życiu. Pewnych rzeczy nie widzą, albo widzieć nie chcą, albo wręcz widzą – nie widząc. 
 
Niestety taka jest dziś kondycja intelektualna większej części tego społeczeństwa, wśród którego przyszło nam żyć. To było zaplanowane działanie potentatów medialnych o zasobach materialnych przekraczających nasze wyobrażenie. Działali na korzyść Wielkiego Kapitału, siłą rzeczy działając na własną korzyść, gdyż to właśnie ów Kapitał się u nich za niebotyczne pieniądze reklamuje, a my to wszystko kupujemy. Tak wygląda mechanizm zza kurtyny. Uczynić z człowieka idiotę, który nie będzie się zbytnio zastanawiał nad swoimi potrzebami. Wyrobić w nim rytuał kupowania, konsumpcji i postawy – ciesz się życiem, spraw sobie radość, przyjemność, przecież żyjesz tylko raz…

I do tego właśnie są potrzebni celebryci. Mają być uświęconymi pasterzami owego stada konsumentów. Mają kreować wzorce, narzucać modele, przekonywać do postaw. Mają zastąpić autorytet. Mają sami nim zostać, dla otumanionej trzódki.

Najgorzej jednak kiedy zapędy na stanie się celebrytą (celebrytem czy też celebrytką) zaczynają przejawiać: ludzie władzy, politycy, wydawałoby się rzetelni dziennikarze czy też znani naukowcy, pisarze albo nawet ludzie wyżyn sztuki – naprawdę przestaje być śmiesznie… Takich przypadków w polskiej rzeczywistości mamy mnóstwo. Nie wyliczę ich z imienia i nazwiska, gdyż szkoda mi czasu na włóczenie się po sądach. To marnowanie energii, gdyż Machina i tak nie pojmie, że jest Machiną, a ludzie – jak dzieci we mgle – nie zrozumieją. 
 
Obserwuję też pewien aspekt pozytywny tego stanu rzeczy. Coraz większej liczbie osób ta jarmarczna rozrywka zaczyna się już nudzić. Przejedli się. Zatruli i teraz szukają antidotum. Oby wybrali mądrze, gdyż przeciez zawsze jest szansa się podnieść. Tu też widzę naszą rolę. Nasze zadanie i wyzwanie. Pisać o tym. Mówić. Zwracać uwagę. Nie zrażać się głosami sprzeciwu, czasem podpartymi podstępnymi liberalno-demokratycznymi pseudoargumentami. Bywają też argumenty z cyklu postęp i nowoczesność. Otóż – kochani Czytelnicy – Prawda jest jedna. Stan nas Polaków, genialnie od strony intelektualno-politycznej opisał tydzień temu Tomek Sobieraj. Ten tekst może stanowić kontynuację Jego „Czy Polacy to kury?” … Tak. Polacy to kury. Spiłowano nam dzioby, ustawiono w równy szereg, każdy dostał przed oczy nowoczesny LCD i hulaj dusza. Do karmienia. Ubój będzie rytualny. Ale będzie. Zapewniam.

A celebryci? Też się załapią na „Titanica”. Bilety już nabyli. Te ekskluzywne. Najlepsze miejsca. Póki co bawią się w najlepsze cudzym kosztem. Przemawiają z ambon, teatrów, lóż sejmowych czy łóż uciech. Popisują się, pajacują, robią do nas miny, wdzięczą się. Celebrują – tę swoją znaność i popularność. Radują się, że wciąż jeszcze mogą. 
 
Kiedy przyjdzie rachunek za życie, okaże się całe morze spraw, olbrzymi ich ocean, który przeleciał im przez palce. Trudno. Podpisane cyrografy trzeba będzie zrealizować. Zastąpią ich nowi – jeszcze młodsi piękniejsi.

Andrzej Walter


piątek, 29 maja 2015

Świat się zmienia.

Dobro odzyskuje swoją pozycję. Jest maj 2015 r. Pełnia Kwiatów!






Pani Merkel gratuluje Andrzejowi Dudzie, naszemu Prezydentowi - elektowi. Życzy mu błogosławieństwa Bożego! Jak się czujecie Ci "oświeceni "Europejczycy"  z tym? Czy kanclerz Merkel to też zabobon, ciemnota i moher? To wy szukających fałszywych nowinek - jesteście głupcami, z całym tym waszym feminizmem, genderyzmem, tolerancją i źle pojętą wolnością! W gruncie rzeczy chodzi wam tylko o rozpasanie seksualne - z byle kim, byle jak i byle gdzie a najlepiej - z wykorzystaniem dzieci. To jest dla Was najważniejsze, nawet kosztem własnego szczęścia osobistego, zdrowia i najbliższych. Jesteście chorzy - erotomani i chcecie nas tym zarazić. To już wie, że się nie uda. Uratuje się przed waszą demoralizacją i wstecznictwem, sięgającym już do poziomu wspólnoty plemiennej - nowe pokolenie. Jest piękny maj. W moim ogrodzie kwitnie czeremcha, rododendrony, irysy...

Warunkiem szczęścia człowieka, jak to twierdza filozofowie i w tym Demokryt, jest mądrość człowieka i jego moralność ,Przestrzegał już wówczas przed nieumiarkowaniem w pożądaniu w tym bogactwa, którego haniebne środki zdobywania potępiał. Ta przestroga w dziejach ludzkości jest  stale aktualna,Widzimy jaki brak moralności i pazerności pokazał nam rząd PO czyli - jak kończy! Jest wciąż Maj! Ma to do siebie to, że zakochać się można każdego dnia. Czytającym to, życzę tego wraz z przesłaniem Juliana Tuwima.


Dzionek wiosenny

 
Kwiaty rosną z ziemi 
Poważnie, powoli
Tak się piąć , wyciągać
Sadzę ,że to boli.

Świergotają ptaki
Zawzięcie dotkliwie  
Jak żądłami kują
Ćwierkiem rozpaczliwym,

Na pastwisku krowa 
nagle zaryczała 
Patrzy zaświatowo 
I znieruchomiała

Jest w przyrodzie boleść
Wzrastania i trwania
Tylko to szczęśliwe
Co się w niebyt skłania 

Miłośnicy dumek
Szumek i sielanek
Męką się podźwignął 
Ten majowy ranek.

Weźcie swe kochanki
Na zielone łąki
Dręczcie chciwe usta
Męczcie piersi pąki ! 


Jak Wam się podoba taki Tuwim?

ev




KOBIETA I KWIATY W MALARSTWIE .wmv

czwartek, 28 maja 2015

Wybory prezydenckie wygrane!Mądrość Polaków zwyciężyła!

Wszyscy przyzwoici Polacy oddychają swobodnie .Ich wspólna mądrość, mimo skomasowanego ataku obozu rządowo -prezydenckiego, przychylnych rządowych mediów -zwyciężyła.  Mamy fantastycznego Prezydenta ,człowieka wykształconego mądrego i z klasą -Andrzeja Dudę .Mamy wykształconą , z klasą jego żonę -I Damę .Powraca poczucie bezpieczeństwa Polaków,powraca razem z wartościami walka o kształt sumień Polaków. Powraca wraz z prezydentem A. Dudą wiara w to , że o dobru i złu rozstrzyga, odniesienie do obiektywnej normy jaką jest godność człowieka.Komorowski błędnie i bałamutnie w debacie twierdził,, że o tym decyduje tylko własne sumienie,Chciał dogonić Europę , której subiektywizm moralny , tak szkodzący człowiekowi i jego postawie wobec życia, z eutanazja , aborcją ,in vitro ,małżeństwami jednej płci  , itd stał się ideologią współczesnej Europy.Głosiciele takiej ideologii twierdzili ,że to jest właśnie postęp,a ludzie mądrzy wiedzieli ,że to jest destrukcja ,która zmierza do degeneracji gatunku człowieka .Polska teraz pokaże ,że jest mądrością narodów  i inni za nią pójdą .Kolejna Wiosna ,Nie damy jej zmarnować tak jak zmarnowano zryw Solidarności.Wierzę w to ,że mądra polityka Prezydenta A. Dudy i wkrótce wybranego nowego rządu i sejmu, pozwoli wyrwać Polskę z zapaści gospodarczej i kulturowej, do której ten układ rządzący od 8 lat doprowadził.Poprawią się też relacje Polski ze światem, bo nowy Prezydent szybko zdobędzie uznanie i szacunek wszystkich- swoją klasą , kulturą osobistą i wiedzą .Prezydentowi Elektowi Andrzejowi Dudzie gratuluję ,Cieszmy się bardzo, ale nie ustawajmy w wysiłkach aby Polsce przywrócić utraconą wielkość , a Polakom godność  .ev

A teraz załączam wiersz Polskiego Poety- Jana Strządały jako poetyckie  uzupełnienie moich rozważań o Polsce,


Krew moich myśli. 

Moja myśl płynie z muzyką 
przez liście mokre

Goni myśl ptaka 
uciekającego z sieci

Zanurza się w studni
czarnej nuty
spadającej ze strun
żeby zapłonąć  w ciszy Twojego
Klasztoru

Moja myśl otwiera okno
nad ranem
oczekując przypływu słońca


Tylko maj modli się
przy drodze
czerwonym makiem

zdziwiony szelestem traw
połyskującymi kroplami
białych krzyży

Krew moich myśli
rozmawia z pamięcią Twojego serca
o Polsce,


Gliwice 18 maja 2014




Mądrość Polaków -zwycięży

wtorek, 26 maja 2015

ZWROTNICE

Niektórzy twierdzą że prozy uczyłem się od M.V.L. Inni poddając to w wątpliwość sugerują, że nie od M.V.L. tylko od J.L.B. Mylą się. Prawda jest taka, że zachwycony prostotą zdania 
- Szedł sobie drogą żołnierz; raz, dwa!
stylu i formy pisania uczyłem się od H. Ch. A.  

Sławomir Majewski


1


OLŚNIENIE






W horrorze Stanleya Kubricka pod tytułem „Lśnienie”, bohater grany przez Jacka Nicholsona stawia się na rozmowę w sprawie pracy. Chce objąć posadę dozorcy w górskim hotelu, który w sezonie zimowym jest zamknięty na cztery spusty, bowiem lawiny odcinają go od cywilizacji.
Zapytany dlaczego stara się o tę posadę, bohater odpowiada
    - Szukałem właśnie czegoś takiego. Mam zamiar napisać książkę.
    - O czym będzie?
    - Jeszcze nie wiem. Dopiero się zastanawiam.
Olśniło mnie. Jeszcze nie wiem. Dopiero się zastanawiam. Najdoskonalsza z grafomańskich odpowiedzi. Kubrick potrafi robić horrory.



2

POJEDYNEK 








Po drodze będzie pił ze strumienia,
dlatego głowę podniesie

Księga Psalmów. Psalm 110 (109):7


W filmie „Niebezpieczne Związki” nakręconym na podstawie powieści pana Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos, jest scena pojedynku pod mostem w zimowy poranek. Wicehrabia de Valmont (John Malkovich) walczy na szpady z kawalerem Danceny (Keane Reeves).
Gentlemanów dzieli nie tylko wiek, przede wszystkim różnią ich zasady moralne. Starzejący się wicehrabia zasad moralnych nie posiada żadnych, młodziutki kawaler takowe ma, acz na miarę czasów będących naonczas szalenie libertyńskimi.
Więc pojedynek pod jakimś mostem w zimowy poranek. Wicehrabia jest fechmistrzem doskonałym, jego przeciwnik szermierzem początkującym. Śmierć pana kawalera zdaje się być kwestią minut ale nagle dzieje się coś niespodziewanego. Oto po kolejnym łatwym sparowaniu pchnięcia, wicehrabia wznosząc oczy do nieba wzdycha i wystawiając pierś pozwala by przeciwnik go przebił i zabił. Umierając prosi, by kawaler przekazał kobiecie którą Valmont nadludzko kochając nieludzko potraktował, że kochał ją prawdziwie. Chwilę później umiera na rękach szlochającego zabójcy. Ckliwa szmira, nieprawdaż? Ano nieprawdaż. Nie chodzi o ckliwy wydźwięk sceny, tylko o to wzniesienie oczu i westchnienie trwające ledwie sekundę. W tak krótkiej chwili John Malkovich genialnie oddał dramat skruchy i żalu de Valmonta. Skruchy, żalu i tęsknoty za miłością zamordowaną z zimną krwią. I śmiercionośnej oceny siebie. Oceny bez pardonu i odkupienia.
Co wicehrabia de Valmont powiedział westchnieniem aktora Malkovicha? Splunął w pysk sobie i Francji w której żyjąc szampańsko, szampańsko bawił się życiem innych. Umierając podniósł głowę, to pewne. Niepewne, z jakiego wypił strumienia.


3


 Mistrz Alfons Łosowski


Kiedyś w Gdańsku na ulicy Mariackiej było kilka knajpek. Kiedyś na Mariackiej było kilka pracowni a w nich Artyści. Jacy to byli Artyści? A różni byli. Jedni grubi, chudzi drudzy a wszyscy nosili berety i flanelowe koszule w kratki na drelichowe spodnie. I sandały. Sandaliczni byli.
Jedni Artyści zakąszali kaszanką gryczaną czarną na zimno. Zakąszali a potem malowali konterfekty swojej ukochanej ulicy, tudzież mewy polatujące mimo. Artyści drudzy zakąszali kaszanką gryczaną czarną ze smażoną z cebulką i skwarkami. Skwarki dawali aby czerpać z niej osławioną zwierzęcą siłę, przecież w granicie lub twardym drewnie kowali Madonny i bezszelestne anioły.
Kiedy było ciepło, Artyści siadywali na schodach przedproży patrząc na turystów. A jak było zimno lub deszczowo, to na zydlach w pracowniach. Tworząc wesoły krąg w poprzek smutnej sztuki życia, pili z butelek wódki albo wina. Wódka nazywała się Czysta a wino Balatonboglari. Kiedy wypili, deklamowali wiersze a potem płakali. Czasami płakali szepcząc O moja ukochana żono! A potem spali z cudzymi żonami.
Na kaca przynosiłem Artystom taniego węgierskiego rieslinga w butelce z długą szyjką. Balatonboglari. Albo obrzydliwie kwaśne Egri Bikawer.
Artyści krzyczeli
- Nie bycza krew, tylko kwaśne gówno. Tfu, dawaj Balatonboglari!
I krzyczeli
- Wylej to gówno. Tfu, dawaj Balatonboglari!
Dosypywałem cukru i gówno zamieniało się w słodkie wino. Cud wprawdzie znakomicie mniejszy od tego w Kanie, ale zawsze cud.
Artyści kiedy do mnie mówili, mówili do mnie
- Mały, nie wiesz gdzie posiałem beret?
- Skocz na Świętego Ducha po piwo, Mały.
- Mały! A gdzie się podziała ta czyjaś żona?
- O, tak się prowadzi pędzel!
- Nie czytałeś Kierkegaarda? Przeczytaj. I podaj mi tempery.
- Przeczytam ci mój ostatni wiersz.
- Mały, napisałeś coś nowego? Przeczytaj.

Dzisiaj w Gdańsku na ulicy Mariackiej jest kilka knajpek.


4


PAN SŁAWOMIR SIERECKI




ur. 15 lutego 1924 w Miedzeszynie, zm. 27 września 2012 r.w Gdańsku 


Rok 1969 w Gdańsku. Upał. W cukierniach Polonia i Murzynek przy Podwalu Staromiejskim są zimne lody. Klaksony wokół ronda Jana III Sobieskiego. Dom Prasy, Pan Sławomir Sierecki w kwiecie i ja, gówniarz. Ledwie czternaście mi było
- To moje opowiadanie, proszę pana.
- Piszesz opowiadania? O mój Ty Boże... No cóż, trudno. Przeczytam w domu. Wpadnij jutro.
. Wpadam jutro.
- I jak ?
- No cóż...
Wyszedłem z głową na kolanach. Na drodze wyrasta Stanisław Goszczurny
- Lepiej pisać stojąc niż płakać na kolanach.


Dom Prasy, rok 1971. Za oknami deszcz. Pan Sierecki nadal w kwiecie, ja dalej gówniarzem. A tak ze szesnaście.
- To moje nowe opowiadanie, proszę pana.
- O mój ty Boże, znowuż? Na stron ile?
- Na stron pięć, proszę pana.
- Na pięć?
- Pięć.
- Stron? Tylko na pięć? Na maszynie pisanych?
- Na maszynie pisanych dwoma palcami pięć stron. Nabitych znaczeniami.
- Kiedy napiszesz dziesięć, wróć. Nie! Nie i nie, na stron dziesięć oraz pół.
- Oraz pół? Z przodu czy gdzie?
- Pół daj na koniec a te dziesięć z przodu, przed tą połową na końcu.
Wyszedłem stojąc a na drodze nie stanął mi nikt. W gębie język kołkiem. O dupie nie wspomnę. Wspomnę. Pachnąc perfumą Być Może, czekała obok kiosku Ruch przy zbiegu ulic Kowalskiej i. Miała imię Grażyna, z Grażyny Mickiewicza. Miała piętnaście...? A gdzie tam, toż ona starą już była! Szesnaście miała jak obszył.


Dom Prasy, rok 1973. Osiemnaście mi przyszło. Pan Sierecki znowuż w kwiecie a ja nadalż gówniarzem. A dupa? Ło... Zestarzała się przy tym kiosku Ruch u zbiegu Kowalskiej i. Na prima aprilis z osiemnaście jak w pysk jej trzasło.
No więc Pan Sierecki był jak zawsze a ja mu pod nos
- A maszpan! Otóż i stron jedenaście.
- Otóż? A otóż z ilu jedenaście się ostało?
- Najsamprzód ze trzydzieści ich było.
Chrząknął, siadł i ojezu ty mój, ojezu! czyta, czyta i czyta a ja na kolana chcę paść a on nic. Nie smaruje bułek, nie zagryza ogórkiem ukwaszonym, nie chrząka znacząco. Tyle co mineralnej popił i czyta. Nie chcę żeby mnie w twarz uderzył słowami na przykład takimi
- Teraz weź i napisz stopięćsettysiącetrzystadwanaściestron i wróć.
Przeczytał, wziął pióro, duma. No, to teraz sobie poskreśla... 

Nad tytułem przeczytanego napisał


Możesz więcej nie przychodzić. Sławomir Sierecki, Gdańsk 1973

.

poniedziałek, 25 maja 2015

XCVIII Krakowski Salon Poezji w Gliwicach

JAN STRZĄDAŁA



24 maja 2015, godz. 12.00 - scena GTM przy Nowym Świecie

Czyta: 
Jan Strządała

Oprawa muzyczna:
- Ewa Szydło - wokal
- Dariusz Ziółek - fortepian

Gospodarz Salonu: Krzysztof Korwin-Piotrowski